Czapki, rękawiczki, chusty – co kto tylko miał na sobie zbędnego, wszystko lądowało na poboczu naszej trasy. Już po pierwszej pętli mogliśmy otworzyć całkiem nieźle wyposażony butik z odzieżą zimową. Jedna z uczestniczek „zgubiła” nawet swoją śliczną biegową kurtkę (na szczęście niebieska kurteczka wróciła do właścicielki), a my przegapiliśmy chyba niepowtarzalną szansę na marketingowy strzał roku. Gdyby tak od razu zaanonsować, że będzie to bieg, w którym kobiety masowo zrzucać będą okrycia wierzchnie, walczylibyśmy nie o 300, a przynajmniej o 500 osób na starcie.
Krótkie spodenki na początku lutego? W słońcu było niemal 15 stopni!
Ten długi wydruk to Wasze wyniki. Czekaliśmy do końca, a kiedy ostatni biegacz minął „kreskę”, odetchnęliśmy z ulgą