Miesiąc: grudzień 2013
-
GRAND PRIX: DODATKOWE BIEGI TYLKO DO 22 GRUDNIA!
Szanowni Klubowicze! Przypominamy, że zgodnie z regulaminem Grand Prix termin zgłaszania dodatkowych biegów do tegorocznego rankingu upływa 22 grudnia. To wystarczająco dużo czasu, byście zastanowili się, które biegi chcecie zgłosić, i które zgłosić wam się opłaca. Formularze zgłoszeń i kalkulatory znajdziecie w zakładce Grand Prix. Pozostały jeszcze popularne biegi w Strzelcach Opolskich i Trzebnicy. Tych biegów nie zgłaszamy, gdyż są ujęte w wykazie biegów zaliczanych do GP 2013. Punkty za nie zostaną wam doliczone przez prowadzącego ranking. Adres do zgłoszeń: polomar@vp.pl
Zanim przystąpicie do wypełniania zgłoszeń, zerknijcie raz jeszcze na aktualną sytuację w Grand Prix (link). Przypominamy, że spośród biegów, które ukończyliście, a nie ma ich w naszym wykazie, możecie zgłosić maksymalnie trzy. Co nie oznacza, że jeśli np. ukończyliście już w tym roku dwa maratony, możecie zgłosić trzy dodatkowe i wygrać w cuglach ranking. Reguluje to regulamin ogólny Grand Prix (link) do którego w razie wątpliwości odsyłamy. Jeżeli czegoś nie jesteście pewni – służymy pomocą poprzez formularz kontaktowy (link). Przekażcie tę informację Kolegom, którzy na co dzień nie korzystają z internetu.
Tych, którzy angażowali się w tym roku w organizację biegów klubowych uspokajamy – wasza praca zostanie doceniona. O nikim nie zapomnimy. Pod każdą klasyfikacją rankingową danego biegu kol. Marek Poloczek umieszcza wykaz klubowiczów, którzy pracowali przy organizacji zawodów (przykład: Mały Maraton Złotnicki 16.11.2013). Na najbliższym posiedzeniu Zarządu prowadzący ranking przedstawi wasze osiągnięcia do zatwierdzenia, a punkty na które zapracowaliście zostaną dopisane do waszego dorobku.
-
SZYMON WYPRZEDZIŁ CAŁY ZAPRZĘG. I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
Takiego zdecydowanego zwycięstwa i tak utalentowanego zawodnika dawno nie mieliśmy na naszych biegach. Szymon Dorożyński, 21-latek z Namysłowa, ze startu wystrzelił jak pocisk z katiuszy, a potem swym tempem zmęczył nawet pilotującego bieg na rowerze Świętego Mikołaja, w którego tym razem wcielił się sam głównodowodzący klubem Dominik Krumin. Jeszcze jedno kółko i zamęczyłby nam prezesa na śmierć. Szymonie, dziękujemy za okazane miłosierdzie! Skąd taki talent? Z Opolskiego. Student fizjoterapii reprezentujący obecnie barwy LUKS Azymek Zdzieszowice ma już całkiem bogate biegowe CV i był zdecydowanym faworytem naszej imprezy. Ale jeśli biega się kilometr w 2:44 (2:36 w hali), „trójkę” w 8:27 a 5 km w 14:58, to nie mogło być inaczej. Niemal równe 32:00 na linii 10 km i 32:59 na mecie – to robi wrażenie. Za rok ponownie zaprosimy pana Szymona… ale wypuścimy go na trasę 3 minuty po wszystkich. I radźcie sobie!– Biegło się o tyle trudno, że cały czas samotnie, ale generalnie bardzo sympatyczna impreza. Szukałem biegu właśnie na takim dystansie i w tym terminie, gdyż potrzebowałem solidnego przetarcia przed Biegiem Sylwestrowym w Trzebnicy, gdzie liczę na dobry wynik – podzielił się na gorąco wrażeniami triumfator. – Potraktowałem bieg poważnie, pod koniec starałem się trzymać tempo ok. 3:15/km, jednak zacząłem jeszcze szybciej. Sił wystarczyło, dodatkowe 200 m na finiszu nie było żadnym problemem. Cieszę się, że mogłem być z wami i pobiec w gronie tylu biegaczy – powiedział sympatyczny namysłowianin.
A grono to było liczne, jak jeszcze nigdy w historii naszego mikołajkowego biegania. Doliczając najmłodszych, którzy pobiegli za Mikołajem na 2 km i musieli zapracować na słodycze od Świętego (pewnie nie wiedzieli, ale wcielił się w niego nasz as, triumfator Grand Prix 2012 Piotr Chodorski), łącznie bawiło się z nami prawie 300 osób! Dziękujemy i chylimy czoła, że nie zrezygnowaliście pod wpływem alarmistycznych wieści meteo, które przez cały weekend były głównym punktem wszystkich serwisów informacyjnych.
Z „Ksawerym” żartów nie było. Kiedy w piątkowe popołudnie zjawiliśmy się na trasie, żeby dokonać ostatecznego pomiaru, na koronie wału utrzymanie się na rowerze graniczyło z cudem, a nad głowami trzeszczały łamane przez wietrzysko gałęzie. Autentycznie baliśmy się, że – abstrahując już od ewentualnego niedostatecznego przygotowania trasy – gros spośród was po prostu ze startu zrezygnuje. I jak tu nie wierzyć w szczęśliwy omen? Dzień i dwa przed biegiem – orkan, dzień po biegu – pogoda z cyklu „nawet psa z domu…”, a w dniu startu: niemal bezwietrznie, zimowo, ba, momentami nawet poprószył drobny śnieżek. Oj, mamy chyba chody na górze.
Na tej górze, czyli na podium, oprócz naszego bohatera dnia, znaleźli się jeszcze Patryk Podolski ze Świdnicy (36:21) oraz – miło nam poinformować – nasz reprezentant, Marcin Sakowski z Rychwału (36:31), który zdołał na samej końcówce uporać się z medalistą wielu biegów WKB, Beniaminem Buszewskim. W pierwszej dziesiątce mieliśmy jeszcze Andrzeja Sadowskiego (7.) oraz Damiana Frankowskiego (9.). Byłoby pewnie tych szans jeszcze więcej, ale przecież liczne grono „Piastowiczów” było zaangażowane w sprawne przeprowadzenie imprezy.
Wśród pań nie miała sobie równych powracająca do wysokiej formy Danuta Piskorowska (0:39), a za nią finiszowały Ola Boroń (z Opolszczyzny, podobnie jak triumfator open) oraz Ania Więcek (obydwie wyniki poniżej 45 minut). Rywalizację wśród pań oddaliśmy walkowerem, ale to tylko dlatego, że nasza najlepsza biegaczka, zamiast zrobić miejsce na podium, zrobiła furorę jako Śnieżynka. Jeśli w najbliższym czasie odnotujemy wzrost liczby Klubowiczów, to w zgodnej opinii głównie dzięki osobistemu urokowi i mikołajkowej kreacji Pauliny.
Szalenie ucieszyła nas liczba debiutantów. Kluby, których na co dzień nie widujemy na listach startowych. Dolny Śląsk naprawdę biega! Od Klubu Turystyki Narciarskiej Psie Pole po Karkonoski Klub Owczarka Niemieckiego (uprzedzając pytania: przynajmniej jeden psiak wspólnie ze swoim panem przebiegł cały dystans). Osobne pozdrowienia dla reprezentanta chyba najbardziej poetycko brzmiącej grupy – Biegająca Kasta Miedziowego Miasta.
Odrębny konkurs można by zorganizować na najefektowniej przebranego uczestnika. Mikołajów było tylu, że moglibyśmy urządzić istny casting, ale były też śnieżynki, a aplauz wszystkich wzbudził biegacz w czapie z pięknymi rogami nad głową. Zatem i renifer zdążył. Wszyscy zdążyli załapać się też na gorącą herbatkę, serwowaną przez samego wicemistrza Europy, olimpijczyka z Aten i Pekinu, sprintera Marcina Jędrusińskiego, wspierającego obecnie fundację WROACTIV Danki Pilarz-Małkiewicz, czyli drugiego z organizatorów niedzielnej imprezy. Były lokalne media, a Gazeta Wrocławska po kilku godzinach zamieściła galerię i krótką notkę z biegu w swoim internetowym wydaniu. Pozytywny przekaz poszedł w miasto (dziękujemy reporterowi, Jarosławowi Jakubczakowi oraz szefowi sportu we „Wrocławskiej”, red. Wojciechowi Koerberowi za błyskawiczne uzupełnienie tekstu).
Wszystkich wyników i medalistów w kategoriach wiekowych nie sposób wymienić. Wielu ścigało się na poważnie, jednak tym razem, bardziej niż zwykle, liczył się udział i dobra, bardzo dobra zabawa. Czekaliśmy na wszystkich na mecie. Na mikołajkowych przebierańców, pary wbiegające na „kreskę” trzymając się za ręce, na sympatyczną rodzinę Tomesów, którzy – jak zawsze pod szyldem „Daleko Jeszcze?” – tym razem wcale nie byli ostatni.
Ostatni, a tak naprawdę pierwszy, dobiegł pan Andrzej Maszczyński. Zaczął, jak sam przyznał, ciut za szybko w stosunku do własnych możliwości. Kiedy na 8. kilometrze, idąc już bardziej niż biegnąc, odrzucił ofertę podwiezienia na metę, otrzymał honorową eskortę władz WKB Piast i dostojnym krokiem zmierzał do celu. Dlaczego o tym wspominamy? Bo pan Andrzej, rodowity warszawiak, w styczniu skończy 80 lat. Przeżył Powstanie Warszawskie, a kiedy Niemcy w październiku 1944 r. wywieźli go wraz z ojcem, żołnierzem Pułku „Baszta”, ze zrównanej z ziemią stolicy, miał 10 lat. Opowiedział nam o tym na ostatnich kilometrach. Dla takich chwil też warto organizować biegi.
BIEG MIKOŁAJKOWY 2013 – WYNIKI
GALERIA I
GALERIA II
GALERIA III




