Nadzieja umiera ostatnia:

WKB PIAST WROCŁAW

Partnerzy biegowi:

Honorowi Dawcy Krwi Legion

Progres Tomasz Skrzypczak



Bierutowska Grupa Biegowa



Fundacja
Fundacja WROACTIV

MODLIMY SIĘ, ŻEBY NIE PADAŁO – rozmowa z ANTONIM STANKIEWICZEM, organizatorem V Półmaratonu Ślężańskiego

Wsteczne odliczanie rozpoczęte. Ani się obejrzymy, a spotkamy się w tłumie biegaczy na sobóckim rynku. Dla wielu z nas to start roku. Stąd nie dziwi wiele pytań dotyczących tegorocznej edycji, która zapowiada się ze wszech miar wyjątkowo. Mamy to szczęście, że na miejscu jest „nasz człowiek”. Antoni Stankiewicz cierpliwie odpowiedział na wszystkie wątpliwości. A z krótkiej, wydawało się, rozmowy , wyszło swoiste kompendium wiedzy o V Półmaratonie. Parafrazując znany tytuł, „wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Ślężańskim, ale baliście się zapytać”.

Jakub Horbaczewski: Czy w Sobótce organizowano już Sylwestra, na wzór tego wrocławskiego?
Antoni Stankiewicz: Takiego wspólnego Sylwestra sobie nie przypominam , ale większe plenerowe imprezy – i owszem, były.

Pytam, bo zastanawiam się ilu ludzi jest w stanie pomieścić sobócki rynek…
– Przypominam sobie, że bywał już zapełniony. Ale ile dokładnie osób jest w stanie tam się zgromadzić, tego chyba jeszcze nikt nie sprawdził. A pytanie jest zasadne, bo jeśli chodzi o frekwencję ten półmaraton jawi się wyjątkowo. Jako organizatorzy musimy brać pod uwagę, że na nasz bieg oprócz samych zawodników przyjadą ich rodziny, znajomi, kibice… To może być armia ludzi.

60 lat temu, zaraz po wojennej pożodze, Sobótka liczyła 2 tys. mieszkańców, u progu lat 60-tych było już 5 tysięcy. Obecnie dane mówią o prawie 7 tysiącach. A dzięki wam, w najbliższą sobotę, padnie rekord. 12 tys. ludzi, a może więcej.
– Liczby mówią same za siebie. Prawie 3800 osób, które już się zgłosiły do biegu, plus ci, którzy z nimi przyjadą – może się okazać, że liczba samych biegaczy przekroczy liczbę mieszkańców Sobótki Centralnej. Bo pamiętajmy, że liczbę mieszkańców miasta podaje się wraz z Sobótką Zachodnią, ale ta Centralna, czyli tam, gdzie start i meta, liczy ok. 4 tys. Może się więc okazać, że 24 marca ci bez numeru startowego będą w mniejszości.

Tylko gdzie wy tych ludzi pomieścicie po biegu? Bo hala już dwa lata temu pękała w szwach…
– Został wynajęty ogromny namiot o pow. 1200 m2, który stanie tuż za halą. Tak, żeby zapewnić bezproblemową komunikację obu miejsc. Nawet gdyby padało, z hali do namiotu będzie można przejść suchą stopą. Ale nie ukrywam, modlimy się, żeby nie padało. Bo wtedy będziemy mogli dodatkowo wykorzystać muszlę koncertową na wolnym powietrzu. Pneumatyczną, zbudowaną specjalnie na ten bieg. Jeszcze wczoraj trwały rozmowy w tej sprawie. Jeśli pogoda pozwoli, to ilość miejsca za halą jest taka, że wszystko się uda.

Co bardziej zapobiegliwi zastanawiają się już, czy burmistrz nie otworzy kąpieliska w Sulistrowiczkach, żeby po biegu było się gdzie wykąpać…
– Raczej nie otworzy, bo to już nie jest własność gminy, tylko prywatnego inwestora. Ale dobrze, że pytasz, bo rozumiem te obawy i zapewniam, że tej sprawie także poświęciliśmy sporo miejsca. Będzie 40 pryszniców w budynku gimnazjum. 20 kolejnych w pobliskim budynku szkoły podstawowej. Dodatkowo w dniu biegu do naszej dyspozycji będzie całe zaplecze stadionu, położonego w odległości 500 m od mety. Tam czynnych będzie 60 natrysków. To już 120. Jasne, zawsze ktoś powie, że za mało. Ale jestem zdania, że jeżeli tylko sami biegacze zachowają umiar i dostosują się do sytuacji, nie będzie z tym problemów.

A jakie są szanse, że nikt nie zabije się na tym wąskim i stromym zbiegu do hali?
– Nigdy nie można obiecać, że na sto procent nic złego się nie stanie. Ale to są jednak dosłownie ostatnie metry biegu. Tych najszybszych zawodników nie będzie aż tak wielu. Nieco większy problem może być później. Ale tutaj, ponownie, będziemy apelowali o zdrowy rozsądek samych biegaczy. O przemyślane rozłożenie sił i bezpieczny finisz. Bez zbędnej brawury. Widzę tu sporą rolę dla spikera zawodów.

A meta? Finiszować wewnątrz hali to dla wielu niezapomniane przeżycie, ale przy takiej frekwencji to może być bomba z opóźnionym zapłonem.
– To jest problem, który spędzał nam sen z powiek nie od wczoraj. Przy takiej frekwencji proste obliczenia matematyczne wskazują, że pomiędzy czasem 1:40 a 1:50 bieg ukończy przynajmniej 1000 osób. Mogę zdradzić, że w zależności od pogody mamy przygotowane dwie wersje rozmieszczenia mety. Uprzedzając pytanie, obie z zachowaniem atestu. Albo tak, jak rok temu – czyli finisz w hali. Albo meta przed halą, z ostatnią prostą wzdłuż budynku. 20 metrów dalej ludzie mogliby już wchodzić do głównego namiotu. To bezpieczniejsza dla zawodników opcja. Dlatego tak bardzo liczymy na dobrą pogodę.

Przypomnij, czy w biegu obowiązują jakieś limity czasowe?
– 3 godziny na ukończenie. To naprawdę dużo. Jako ciekawostkę powiem, że obowiązująca norma marszu dla kolumny wojska wynosi 7 km na godzinę. A żołnierze maszerują przecież w pełnym umundurowaniu. Czyli zachowując to tempo, zmieściliby się w limicie. Zresztą, jak sięgam pamięcią do poprzednich edycji, nie było nikogo, kto by się w tych 3 godzinach nie zmieścił.

A ja sięgając pamięcią wstecz, obok wielu innych plusów Twojego biegu, wspomnę jeszcze o konferansjerce. Często była z humorem, często na luzie, ale zawsze profesjonalna i na poziomie. Ba, fani ornitologii, a tacy też biegają, twierdzą, że Sobótka to jedyne miejsce w kraju, gdzie na żywo spotkać można Puchacza z mikrofonem.
– I się nie zawiodą (śmiech). Andrzej Puchacz jest z nami od początku, i tym razem też będzie, jako sędzia główny. Swoje podstawowe zadanie ma na trasie, co przy tej masie ludzi łatwe nie będzie, ale później zobaczymy go, i zapewne usłyszymy, w hali. A takim głównym spikerem, wynajętym wyłącznie jako konferansjer będzie w tym roku Roman Toboła z Gdańska. To znany spiker, wyróżniony dwa lata temu tytułem Biegowej Osobowości Roku. Wierzę, że bardzo nam swoim doświadczeniem pomoże.

Tegoroczny półmaraton to także kolejne, trzecie już, Mistrzostwa WKB Piast. Czy w tej gigantomanii nie zginiemy gdzieś na bocznym torze?
– We wszystkim chcemy zachować proporcje. Będzie czas dla wojska, będzie i dla naszego klubu. I spokojnie, będzie miejsce na scenie i dobre słowo ze strony spikera. Zachowamy po prostu właściwe proporcje. Zwłaszcza, że tych dekoracji będzie dużo, choćby z tego względu, że kategorie wiekowe są co 5 lat. Często na wielkich biegach dekoracje są nużące dla przeciętnego uczestnika. Ale wiem, że Roman Toboła doskonale potrafi sobie z tym radzić.

W tej chwili (rozmawialiśmy 16 marca) na liście startowej mistrzostw WKB jest już 80 nazwisk. To robi wrażenie. Dla porównania, w naszym sztandarowym biegu, czyli wrocławskim maratonie, rok temu biegło 64 Piastowiczów. Strach pomyśleć jaki wynik trzeba będzie „wykręcić”, żeby liczyć się w walce o tytuł.
– Rok temu wśród panów potrzebny był czas 1:20 . I sądzę, że w tym roku ciężko będzie wygrać ze słabszym wynikiem.

A kogo widzisz w gronie faworytów?
– W poprzedniej edycji bezdyskusyjnie wygrał Piotrek Chodorski, i jeśli tylko jest w porównywalnej formie, to on jest moim faworytem. Ale na pewno nie będzie mu łatwo, bo nie poddadzą się bez walki ci najbardziej doświadczeni, jak choćby Marian Czerski. Poza tym, to początek roku, dla wielu w ogóle pierwszy start. Zawsze może pojawić się ktoś nowy. To też dodaje kolorytu naszym mistrzostwom.

A Antoni Stankiewicz? Powalczy o medal w swojej kategorii, czy został już całkowicie zaprzęgnięty w organizacyjny kierat?
– Pracy faktycznie jest mnóstwo, ale nie wyobrażam sobie, żebym w biegu, którego jestem pomysłodawcą, nie wystartował. Czy stanę na klubowym podium, nie wiem, ale jak każdy biegacz, mam swoje ambicje. Będę biegł na 1:35.

Jako sobótczanin najlepiej znasz wszystkie niuanse trasy wokół Ślęży. Jakiej rady udzieliłbyś naszym debiutantom?
– Nawet dwóch rad. Pierwsza – wystartujcie spokojnie i tak dobiegnijcie do Przełęczy Tąpadła. Tam będzie najcięższy podbieg, który nieprzerwanie trwa od 7-go do 9-go kilometra. I druga rada – nie dajcie się porwać euforii, kiedy już na Przełęcz wbiegniecie. Trudność tego półmaratonu nie kończy się wraz z minięciem Tąpadeł. Pokusa, by przyspieszyć będzie silna, ale do mety pozostanie jeszcze sporo kilometrów i kilka podbiegów. Może nie tak stromych jak ten wcześniejszy, ale przy zmęczeniu organizmu dających się mocno we znaki. Zatem: trzymajcie emocje na wodzy.

Zaryzykujesz już teraz twierdzenie, że to będzie najlepsza impreza biegowa w tym roku?
– Naprawdę sporo robimy, żeby tak właśnie się stało. I cały czas dążymy do tego optimum. Rok temu innowacją był posiłek, na który – pomimo takiej frekwencji – nie trzeba było czekać. Niektórzy, nawet nie biorąc pod uwagę takiej opcji, poszli prosto z mety do baru, a wróciwszy… dowiadywali się o tym od najedzonych już kolegów. W tym roku biuro zawodów otworzymy już w piątek, a to z myślą o tych wszystkich, którzy przyjadą do Sobótki z odległych zakątków kraju. Dla takich biegaczy mamy szczególny szacunek. Jest mnóstwo takich drobnych szczegółów, które składają się na ocenę imprezy przez biegaczy. Ot, choćby tabliczki z kilometrami. U nas będą idealnie na właściwym miejscu. Ludzie biegają teraz z GPS-ami, więc w przeciwnym wypadku szybko zauważą i wytkną organizatorowi błąd. A zdarzały się już takie „drobne przesunięcia”, nawet na największych polskich zawodach. Takich, na pozór, drobiazgów jest mnóstwo. I chyba udało mi się przekonać współorganizatorów, że nasz bieg musi być przede wszystkim pozytywnie oceniony nie przez VIP-ów, nie przez oficjeli, ale właśnie przez samych biegaczy.

Czyli co, nie przesadzać już z treningiem, i w sobotę zapraszamy do Sobótki.

– Zapraszam serdecznie wszystkich.

I będzie gdzie zaparkować…?

– To zawsze przy tego typu imprezach jest problem, ale pomyśleliśmy o tym. Są oczywiście parkingi w okolicy mety. Ale na pewno nikogo nie zostawimy samemu sobie. Służby porządkowe będą pomagać tym, którzy przyjadą przed samym biegiem, kiedy oficjalne parkingi mogą już być przepełnione. Powiem więcej, ze strony służb mamy zapewnienie, że biegacze, którzy tego dnia zaparkują swoje auta w miejscach, gdzie na co dzień się nie parkuje, ale nie będą one stwarzały zagrożenia, ani tarasowały ruchu, nie będą – mówiąc wprost – ścigani. Nikomu w Sobótce nie zależy na tym, żeby ludzie wyjechali stąd ze złymi wspomnieniami. A głęboko wierzę, że wyjadą z jak najlepszymi.

4 komentarze to “MODLIMY SIĘ, ŻEBY NIE PADAŁO – rozmowa z ANTONIM STANKIEWICZEM, organizatorem V Półmaratonu Ślężańskiego”

Skomentuj