Partnerzy biegowi:

Sportowy Wrocław

Partner medialny: Sportowy Wrocław

Treningi grupowe:
Biegamy we Wrocławiu
Progres Tomasz Skrzypczak



Bierutowska Grupa Biegowa



Fundacja
Fundacja WROACTIV

Archive for Luty, 2015

ZE ŚWIĘTĄ GÓRĄ W TLE: SIEDEM PIASTOWSKICH PÓŁMARATONÓW 2008-2014

sobotka medalKiedy padło hasło, żeby zasłużony, przeciekawy, acz katorżniczy dla wielu, Maraton Ślężański przekształcić w klasyczny półmaraton, a nasz klubowy kolega Antoni Stankiewicz zaproponował, żeby WKB Piast w ramach tej właśnie, nowej imprezy rozgrywał swoje wewnętrzne mistrzostwa, nie zastanawialiśmy się długo. Wszak Sobótka przez wielu zwana jest najdalszą (ale i najpiękniejszą!) dzielnicą Wrocławia, a pod Wieżycą i Radunią „Piastowicze”, ci z miasta wielkiego, i ci z tego mniejszego, biegali od początku lat 80. Wielu z obecnych klubowiczów nie było jeszcze na świecie, kiedy w 1983 roku Edward Kaszuba, Maciej Głowacki i kilku innych do dziś wiernych Piastowi, startowało z rynku w Sobótce, by po 42 kilometrach zmagań z dystansem i słońcem zameldować się na linii mety usytuowanej pod wrocławskim ratuszem. Tamte pionierskie maratony i późniejsze zmagania z krótszym, bo 32-kilometrowym, ale zgodnie nazywanym najtrudniejszym z krajowych maratonów – Maratonem Ślężańskim, do dziś żywe są we wspomnieniach uczestników tamtych wydarzeń. To nie my odkryliśmy Sobótkę w 2008 roku – my tam mieszkaliśmy, biegaliśmy, trenowaliśmy i uczestniczyliśmy w sportowym życiu tego urokliwego miasteczka od lat. Jak więc mogliśmy swoje mistrzostwa zorganizować gdzie indziej?

Biegów powstaje coraz więcej. Jeszcze kilka lat temu mieliśmy problem, by znaleźć 5 półmaratonów na Dolnym Śląsku, które moglibyśmy wpisać na listę biegów klubowej Grand Prix. Dziś nie ma z tym żadnego kłopotu. Boom na bieganie trwa. Ludzie chcą biegać, skłonni są płacić coraz wyższe wpisowe – biegów będzie przybywać. Także nasz klub zaczął organizować własny półmaraton – w Lesie Rędzińskim. Dlaczego zatem nie przenieśliśmy klubowych mistrzostw właśnie tam? To pytanie pojawiło się w dyskusji o przyszłości tej rywalizacji. Odpowiedź jest prosta: zostajemy z Sobótką, bo działając w formule wolontariatu nasz półmaraton organizujemy pracą najbardziej zaangażowanych klubowiczów. Podczas pierwszej edycji „Rędzińskiego” pracowało ponad 20 naszych koleżanek i kolegów. Przynajmniej kilkoro z nich miałoby szanse te mistrzostwa wygrać, i w generalce, i w kategoriach. A nie da się połączyć pracy przy biegu z optymalnym przygotowaniem do biegu. Mówiąc wprost: w mistrzostwach wystartowaliby i splendor zebrali tylko ci, którzy w organizację biegów się nie angażują. To prawda, że do Sobótki trzeba dojechać, bieg nie jest tani, zniżek dla klubowiczów nie ma, a trasa jest trudna – ale na dzień dzisiejszy nie ma lepszej opcji. Biegniemy więc w Sobótce 21 marca 2015 roku pod szyldem 8. Mistrzostw WKB Piast w Półmaratonie.

Niebawem upłynie dekada tych zmagań. To dobry moment, by przypomnieć sobie medalistów i uczestników klubowych mistrzostw. Także tych, którzy swoimi występami zostawili ślad w całej historii największego półmaratonu na Dolnym Śląsku. Wystarczy rzut oka na klasyfikację „Wiernych Ślężan”, by dostrzec, że ślad ten promienieje na całokształt ślężańskiego biegania. W pierwszej dziesiątce „wiernych” – najlepszych spośród tych, którzy przebiegli wszystkie 7 dotychczasowych półmaratonów – mamy aż 4 byłych i obecnych „Piastowiczów”: Mariana Czerskiego (4.), Grzegorza Grablewskiego (5.), Marka Gadzińskiego (7.) i Mirka „Wirka” Wirę (9.). A 12. jest obecny prezes honorowy półmaratonu, Antoni Stankiewicz. Pięć na dwanaście… Dodając do tego fakt, że sędzią głównym zawodów niezmiennie jest były prezes naszego klubu Andrzej Puchacz, powiedzieć, że tylko współtworzymy historię sobóckiego biegania… to eufemizm. Zmieniały się szyldy, nazwy tytularnych sponsorów – my od początku gramy w tym bieganiu pierwsze skrzypce!

2008 – Pierwszy, historyczny tytuł dla Czerskiego

I Półmaraton Ślężański wygrał człowiek niezwykły. Ksiądz Rafał Gniła, bo o nim mowa, nie tylko łączy posługę kapłańską z ciężkim treningiem (2:28 maraton), ale jest prawdziwym „człowiekiem renesansu” – zna 6 języków, podróżuje po świecie, na co dzień udowadnia, że ścieżkę do Pana Boga znaleźć można także w biegowych butach. Mieliśmy niezwykłego zwycięzcę zawodów, mieliśmy także i my nietuzinkowego triumfatora naszych mistrzostw. Godzinę i 21 minut – tyle potrzebował najlepszy maratończyk wśród aktorów (i najlepszy aktor wśród maratończyków) Marian Czerski, żeby odebrać pierwszy, oficjalny tytuł Mistrza WKB Piast w Półmaratonie (w klasyfikacji open ten wynik dał mu 12. miejsce). Na podium stanęli również Henryk Tomczak (1:22:46) i Marek Gadziński (1:24:32). Tego ostatniego bezskutecznie ścigał do samej kreski ówczesny prezes WKB, Jacek Wójcik. Zabrakło niewiele – 10 sekund…

Mistrzynią klubu została Iwona Stankiewicz w czasie 1:49:54 (top10 w open K), nieco ponad trzy minuty straciła do niej Jola Witasik, a za swój ślężański debiut czasem prawie 2 godzin zapłaciła trzecia na mecie Dorota Krowicka. W późniejszych latach nasza utalentowana biegaczka odbiła sobie to z nawiązką.

Henryk Załęski zdeklasował rywali w kategorii M-60. Pokonanie 21 kilometrów po górach zajęło mu dokładnie 1,5 godziny. Ale cóż to dla niego, skoro trzy lata wcześniej, w wieku 60 lat, pokonał berliński maraton w czasie 2:50… Na ślężańskich trasach debiutował zaś w 1985 roku, kiedy jako 40-latek ukończył III Maraton Ślężan w czasie 2:59. Dziś coraz mniej takich debiutów na naszych trasach. Dla WKB Piast moment był tym milszy, że naszemu mistrzowi na drugim stopniu podium towarzyszył nie mniej doświadczony Edward Kaszuba (1:37). Kategoria M-60 była więc nasza.

Jeszcze większe brawa zebrał nestor naszego klubu, ojciec ówczesnego prezesa, Michał Wójcik (rocznik 1936). Na dobiegnięcie do mety potrzebował godziny i 46 minut. Nad drugim na mecie, Karolem Chwastykiem z Kątów Wrocławskich, pan Michał wypracował ponad 3 minuty przewagi. A żeby piastowskiego szczęścia było dość, trzecie miejsce w tej kategorii zajął Czesław Kruk (2:02). Zapisaliśmy się więc w annałach ślężańskiego biegania już w premierowej edycji. Łącznie w mistrzostwach WKB Piast sklasyfikowanych zostało 70 uczestników.

2009 – Drugi skalp Czerskiego, pierwszy Krowickiej

Ponoć tytuł dużo łatwiej jest zdobyć, niż go obronić. Jak jest naprawdę – zapytajcie kiedyś Mariana Czerskiego. Jemu ta sztuka udała się wybornie. Czasu z roku poprzedniego co prawda nie zdołał poprawić, ale patrzenie na późnomarcową „Sobótkę” przez pryzmat minut i sekund już na wstępie jest obarczone dużym ryzykiem błędu. Nasz as dobiegając do mety w czasie 1:23 wypracował sobie prawie 3-minutową przewagę nad drugim na mecie Jackiem Wójcikiem. Trzeci był młody Piotr Mężyk (1:26). Czerski ponownie stanął także na podium zawodów w swojej kategorii wiekowej. – Czapki z głów – biliśmy pokłony na corocznym zakończeniu sezonu.

Siódemka w numerze startowym (700) przyniosła szczęście Dorocie Krowickiej. W stosunku do debiutu nasza biegaczka poprawiła się o ponad 10 minut i z czasem 1:45 pewnie odebrała puchar dla najlepszej Piastowiczki. Iwona Stankiewicz, chociaż pobiegła o ponad dwie minuty szybciej niż rok wcześniej (1:47), musiała zadowolić się II miejscem (ale brązem za K-50 w generalce), a podium uzupełniła Marzena Morawska (1:50).

Kazimierz Dura zajął znakomite drugie miejsce w M-70 całych zawodów (1:50), a obok niego brąz odbierał Marian Michowski. Obydwaj nasi weterani urodzili się w 1939 roku. Łącznie więc – oprócz naszych mistrzostw – przywieźliśmy tamtego roku z Sobótki 5 medali.

Mało kto wówczas zwrócił uwagę na niepozornego zawodnika z numerem startowym 614, który rywalizację ukończył na 164. miejscu open oraz 64. w swojej kategorii wiekowej. Do Czerskiego stracił 15 minut. Tym zziajanym 30-latkiem był Piotr Chodorski.

2010 – Dwa autobusy Piastowiczów

sleza20 marca 2010 roku z z sobóckiego Rynku wystartowało niemal tysiąc zawodniczek i zawodników. To był piękny wynik, ale nas najbardziej cieszyło co innego – niemal co dziesiąty spośród nich był członkiem WKB Piast!

Szansę na dokonanie rzeczy wielkiej miał Marian Czerski. Trzy razy zdobyć tytuł, w trzech pierwszych edycjach, byłoby czymś bez precedensu w historii naszego klubu. Nie udało się, choć Mistrz bez walki korony nie oddał. Z czasem 1:24:39 zajął 4. miejsce. O minutę szybsi okazali się: triumfator, Krzysztof Bednarkiewicz (1:23:28), Wiesław Kuźma (1:23:30) i Grzegorz Grablewski (1:23:40).

Po raz pierwszy mistrzynią klubu została Marzena Morawska, której „na kresce” o 3 sekundy udało się złamać barierę 1:35. Druga była Danuta Pilarz (1:46:59), a po piętach deptała jej do końca Agnieszka Kozyrska.

Po raz pierwszy też cała pierwsza dziesiątka naszych mistrzostw pobiegła poniżej 1:30. Oprócz wspomnianej wcześniej trójki szczęśliwców z podium byli to: Czerski, Chodorski, Gadziński, Frankowski, Horbaczewski, Rymarski i Jędrusiński.

W najstarszych kategoriach wiekowych tradycyjnie byliśmy w czołówce. Co prawda czas 1:44 naszego mistrza w M-60, Edwarda Kaszuby, dawał dopiero 8. miejsce w tej kategorii ogółem, jednak już w kategorii wyżej najszybszy „Piastowicz”, Marian Michowski (2:01), stanął na najwyższym stopniu podium. Warto zauważyć, że drugi w M-70 był wówczas Michał Stadniczuk (2:13), dla którego… zabrakło kategorii. Pan Michał – rocznik 1930 – miał już bowiem 80 lat! Obu nestorom towarzyszył na podium mistrz sprzed roku, Czesław Kruk. Ponownie więc w najstarszej kategorii graliśmy pierwsze skrzypce.

Frekwencyjnie ustanowiliśmy rekord klubu – do mety dobiegło 81 „Piastowiczów”. Jak się okazało, rok później jeszcze ten wynik poprawiliśmy.

2011 – Aura pokazała różki…

Zmarznięci, umorusani pośniegowym błotem, przewiani. Ba, momentami na trasie sypało gradem – tak kończyli swój bieg uczestnicy 4. Mistrzostw WKB Piast, bo taka była wiosna z Półmaratonem Ślężańskim A.D. 2011. „W marcu jak w garncu” – w dobie obecnych pseudozim zapominamy o tej staropolskiej mądrości. Mimo to, rzutem na taśmę, udało się jeszcze wyśrubować frekwencyjny rekord z 2010 roku – półmaraton ukończyło aż 83 klubowiczów!

Zwyciężył po raz pierwszy ten, który tak mozolnie wykuwał swoją formę na ślężańskich duktach, a jeszcze rok wcześniej cieszył się ze złamania 1,5 godziny – Piotr Chodorski, mieszkaniec wrocławskiego Zakrzowa. Zwyciężył w budzącym respekt czasie 1:20:25, od razu ustanawiając klubowy rekord ślężańskiej trasy. Rekord pobity (o 6 sekund) dopiero w 2014 roku przez Roberta Włodarczyka. O niespełna trzy minuty przegrali z Piotrem: Grzegorz Grablewski i Wiesław Kuźma.

Wśród pań po swój drugi tytuł sięgnęła Marzena Morawska. Tym razem udało jej się urwać dwie minuty ze swojego wyniku z roku poprzedniego (1:32). Nic dziwnego zatem, że nie były w stanie dogonić jej ani Agnieszka Kozyrska (II – 1:44), ani Iwona Stankiewicz (III – 1:53).

Pobiegli wreszcie obaj zapracowani, wielce zasłużeni dla naszego klubu biegający działacze: Jacek Wojtal (1:38) i Hieronim Olejniczak (1:48). Ten pierwszy swego czasu biegał 3 km poniżej 8:30, jeśli więc kiedyś jeszcze czas i zdrowie pozwolą…

Czekaliśmy niemal 3 godziny, do ostatniego zawodnika, jak nakazuje dobry obyczaj. Traf chciał, że w tej ostatniej trójce, dostojnie zmierzających do mety, także prym wiodły żółto-czarne barwy. Józef Uramowski (rocznik 1938) był trzeci od końca, a przedostatnia „kreskę” minęła Anna Strojwąs (2:55:49). Pomimo trzech godzin na trasie, w trudnych warunkach, nie poddali się i ukończyli zawody – to dzięki nim padł nasz rekord frekwencji. Postawa warta podkreślenia.

2012 – Najpiękniejsza walka w historii klubu?

Ponoć w przyrodzie zawsze suma zdarzeń wychodzi na zero. A jeśli nawet zdarzy się anomalia, to prędzej czy później aura wyprostuje to odchylenie. W marcu 2011 roku przebiegający pod Ślężą biegacze szczękali zębami, w marcu 2012 roku ceremonię dekoracji oglądali leżąc na kocykach i opalając się w iście letnim słońcu. Dość powiedzieć, że o godzinie 13 wystawione na słoneczne promienie termometry wskazywały… 32 stopnie!

Co z tego żaru wynikło? Poza masowo wyrzucanymi do okolicznych rowów czapkami, bluzami, kurtkami i nausznikami… Dla nas wynikło z niego coś, co przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Znamy sprinterską walkę z krótszych dystansów, ale żeby o tytuł mistrza w półmaratonie walczyła do samej „kreski” trójka zawodników, a dwóch przecięło linię mety w czasie co do sekundy identycznym – tego jeszcze w historii WKB nie było. Tak pisaliśmy o tym niesamowitym pojedynku na gorąco na naszej stronie:

„Walka o prymat wśród panów rozegrała się według najlepszych hitchcockowskich wzorców – od początku trzymała w napięciu, a z upływem czasu emocje tylko rosły. I jak w dobrym filmie, mieliśmy trzech bohaterów: aktualnego mistrza – Piotra Chodorskiego, pretendenta – 24-letniego Adama Klimczaka i najbardziej utytułowanego, górującego nad nimi doświadczeniem – Mariana Czerskiego. Ta trójka, zmieniając się na prowadzeniu i wzajemnie pilnując, niemal całą trasę przebiegła pozostając w zasięgu wzroku. Chodorski biegł wysokim, równym tempem od samego startu. Czerski, w swoim stylu, zaczął wolniej, dopiero na 3. kilometrze przebijając się przez zawodników biegnących na wynik 1:27-1:30. Ale jeszcze większą stratę na początku miał Klimczak. Szybko ją jednak niwelował i cała trójka spotkała się tuż przed najtrudniejszym podbiegiem pod Przełęcz Tąpadła. Tę morderczą, dwukilometrową „górską premię”, wygrał, o dziwo, ten najstarszy. Na szczycie Przełęczy Czerski objął prowadzenie osiągając maksymalnie 10 sek. przewagi.

Najstarszy okazał się najlepszym „góralem” – najmłodszy najszybciej zbiegał. Na pięciu kilometrach, od szczytu Tąpadeł do miejscowości Sady, Klimczak z 5 sekund straty, wypracował sobie ponad 20 sek przewagi. To już był, wydawało się, rozstrzygający atak. Ale starsi koledzy nie zamierzali składać broni. Pozostało do mety 6 nader nieprzyjemnych kilometrów. Doświadczenie i świetna wytrzymałość szybkościowa zrobiły swoje. Na ostatnim zbiegu do miasta Chodorski miał już liderującego Klimczaka dosłownie o kilka metrów przed sobą, a 20-30 m za nimi, czekając na błąd kolegów, czaił się Czerski.

Udało się, ale gdyby Adam się obejrzał, zapewne by przyspieszył, i tego jednego metra by mi zabrakło – nie miał wątpliwości autor decydującego ataku, a tym samym Mistrz WKB w Półmaratonie na rok 2012, Piotr Chodorski. – Wszystko rozstrzygnęło się na samej kresce. Chyba przegrałem, ale cieszę się bardzo ze swojego czasu i poczekam jeszcze na wynik netto – na gorąco komentował, niepewny jeszcze finalnego rezultatu, ale szczęśliwy Adam Klimczak. Trzeci, ze stratą 10 sekund dobiegł Marian Czerski. Temperatura zrobiła swoje, triumfator uzyskał czas 1:23:09.

Gwoli ścisłości dodajmy, że biorąc pod uwagę wyniki netto, to młody Klimczak zostałby mistrzem. Jego rzeczywisty czas biegu był o 3 sek. lepszy od Chodorskiego. Ale w naszych mistrzostwach opieraliśmy się na regulaminie organizatora, a ten wskazywał jasno: pomiar oficjalny to pomiar brutto”.

To był półmaraton godny zapamiętania także jeśli chodzi o rywalizację wśród kobiet. Nasza liderka, Marzena Morawska, pokonała ślężańską trasę w znakomitym czasie 1:28. Od poprzedniego startu pod Ślężą poprawiła się o ponad 4 minuty, a w pokonanym polu pozostawiła kilku doświadczonych i już utytułowanych klubowych kolegów. Również druga wśród pań, Dorota Krowicka, chociaż na trasie osłabła, zameldowała się na mecie z bardzo dobrym wynikiem 1:37:12. Kolejny medal do swojej kolekcji dorzuciła też Agnieszka Kozyrska.

Szczęśliwi Mistrzowie tuż po dekoracji: Marzena Morawska i Piotr Chodorski

Nie sposób nie wspomnieć o tym, który zajął znakomite, ale najmniej lubiane przez sportowców, czwarte miejsce. Adam Palichleb, nasz klubowicz z Sobótki, ukończył bieg w świetnym czasie 1:24:11. Spełnił jedno ze swych marzeń, udało mu się przebiec pełny dystans 21 kilometrów ze średnią poniżej 4 min./km. Tych marzeń miał więcej. Niestety, dwa lata później uległ w nierównej walce ze straszliwą chorobą, na którą ludzkość wciąż nie znalazła lekarstwa. Przemierzając dziś wspólnie ślężańskie szlaki czcimy Jego pamięć.

2013Chodorski w potrójnej koronie!

Zapowiadaliśmy, że w tym roku nie powtórzy się iście letnia pogoda z Sobótki 2012, ale nie przypuszczaliśmy, że przyjdzie rywalizować w aurze żywcem wziętej z Siberian Ice Marathon – tak rozpoczęliśmy relację z tych „arktycznych” zawodów na naszej stronie. W noc poprzedzającą tegoroczne mistrzostwa we Wrocławiu słupki rtęci wskazywały minus 13 stopni. Pod Ślężą było jeszcze zimniej. W tych warunkach 40-osobowa reprezentacja naszego klubu, jaka zameldowała się ostatecznie na linii startu, była niezłym wynikiem. Tytułu bronił Piotr Chodorski i, jak się okazało, to był jego dzień. Nie tylko wywalczył główne trofeum, ale dokonał tego po raz trzeci z rzędu! Z czasem 1:21:30 nie pozostawił złudzeń klubowym kolegom, a w stawce niemal 3 tysięcy startujących zajął znakomite 55. miejsce. Co tu dużo dodawać – chapeau bas przed Piotrem!

Drugi na mecie Adam Klimczak, który rok wcześniej do samej kreski walczył o końcowy triumf, tym razem stracił do naszego nowego-starego mistrza prawie 2 minuty. Czas 1:23:22 to jednak także znakomity wynik. Zwłaszcza w tych warunkach. Tuż za Adamem finiszował młody Adrian Samołuk z Białego Kościoła, i to on zajął miejsce na najniższym stopniu podium, choć do końca musiał uważać na doświadczonego i powracającego do wysokiej formy Grzegorza Grablewskiego – triumfatora Grand Prix 2011. Ostatecznie Adrian obronił 8 sek. przewagi. Piąty był nasz „niezniszczalny, niezatapialny” Marian Czerski, który z młodszymi o ponad 30 lat kolegami przegrał o minutę, za to w swojej kategorii wiekowej w stawce ponad 100 rywali nie miał sobie równych.

Wśród pań klasę potwierdziła Dorota Krowicka. Z czasem 1:36:29 wygrała w cuglach kat. K40, a w generalce pozostawiła w pobitym polu… prawie 2 tys. mężczyzn. Druga na mecie zameldowała się nasza niestrudzona działaczka Danuta Pilarz-Małkiewicz (1:54:54), której bardzo niewiele zabrakło do podium w kat. wiekowej. Medal brązowy w tym roku przypadł Annie Strojwąs.

Warto wspomnieć także o naszych weteranach – medalistach w swoich kategoriach wiekowych. Józef Palczak był 3. w kat. M-70 ze świetnym czasem 1:47:19, również 3. miejsce zajął w M-75 Marian Pawlaczyk (2:31:28).


2014 – Nowy mistrz, nowa
mistrzyni, nowy rekord trasy…

Gadziński-Sobótka2014Dokładnie 50 „Piastowiczów” wzięło udział w VII Mistrzostwach WKB Piast w Półmaratonie. Do 83 uczestników z 2011 r. było daleko, ale walka rozgorzała zacięta. Po raz trzeci w historii, by wejść do pierwszej 10-tki klubowego czempionatu należało złamać barierę 1:30. A żeby wygrać? A żeby wygrać należało wyprzedzić na trasie naszego nowego mistrza – Roberta Włodarczyka, który osiągnął czas 1:20:19. Co znaczy ten wynik, dowiedzieliśmy się wertując klasyfikacje – tego dnia na sobótczańskich pagórkach pobiec poniżej 1:20 zdołało jedynie 25 osób! Dwadzieścia pięć z 3281 uczestników. Robertowi udało się także o 6 sekund poprawić klubowy rekord trasy, który od 2011 roku dzierżył Piotr Chodorski. Ustępujący Mistrz walczył o swój czwarty z rzędu triumf z całych sił, osiągając na mecie świetny czas 1:23, ale tym razem prawo serii musiało ulec doskonałemu przygotowaniu rywala. Gratulowaliśmy Robertowi i zastanawialiśmy się, czy Piotr powalczy jeszcze o odzyskanie korony. Wszak stać go na to, żeby ślężańską trasę pokonać poniżej 1:20.

O 3. miejsce w 7. edycji walczyli: wielokrotny medalista naszych mistrzostw, Marian Czerski i 35-latek z Wrocławia Sławomir Mirowski. Ostatecznie młodość wzięła górę nad rutyną – Sławek zajął 3. miejsce w Mistrzostwach WKB, a Marian swoim 3. miejscem w M-55 po raz kolejny udowodnił, że w gronie 50-latków niewielu może się z nim mierzyć.

Wśród pań walka trwała aż do ostatnich metrów, a Krysię Kowalską i Dankę Pilarz-Małkiewicz na mecie dzieliło tylko 15 sekund. Wynik 1 godz. i 52 min. na takiej trasie to powód do satysfakcji dla obu pań. Trzecia w klasyfikacji, Aneta Kuczkowska, osiągnęła czas 2:04.

Jak zawsze nadawaliśmy ton rywalizacji w najstarszych kategoriach wiekowych. Piękna walka rozgorzała w M-60, w której na starcie zameldowali się nasi zasłużeni klubowicze: Hieronim Olejniczak i Edward Kaszuba. Do tego duetu dołączyli: Edward Machowski, Stefan Giziński i Jan Zieliński. Jak się okazało, żeby zwyciężyć trzeba było złamać barierę 1 godz. i 50 minut. Tylko ostatni z wymienionych zdołał tego dokonać – i to on został mistrzem w tej kategorii.

Największe brawa zebrał jednak Marian Pawlaczyk – rocznik 1934. W wieku 80 lat pokonał ten trudny półmaraton w czasie 2:39! W kategorii M-70 (najwyższej w naszym klubowym czempionacie) stanął na podium obok triumfatora, Czesława Palczaka (rocznik ’41, czas 1:48) i mistrza z roku 2010, Mariana Michowskiego (2:13). Palczakowi ten wynik pozwolił zdobyć brąz w swojej kategorii wiekowej ogółem.

Ponownie więc wyjeżdżaliśmy z Sobótki z medalami. I chociaż poziom ślężańskiego półmaratonu z roku na rok się podnosi, wierzymy, że „żółto-czarni” jeszcze nie raz zameldują się w czołówce, na równie eksponowanych miejscach.

Jakub Horbaczewski

BIEG OD SERCA

DSCF3909W sobotę, 14 lutego, w Święto Zakochanych odbył się 15. Zimowy Bieg Piasta oraz towarzyszący mu Bieg Walentynkowy. Tuż przed biegiem zauważyłam mężczyznę, który był przebrany w strój chirurga i przygotowywał się do Biegu Walentynkowego, miał zamiar przebiec ze swoją połówką na rękach a później chciał biec 10 kilometrów w Zimowym Biegu Piasta. Cóż za siła i godna podziwu wytrwałość! Jednak regulamin uległ zmianie i ostatecznie pary biegły powiązane wstążkami. Miało to swoje plusy i minusy, nie wszyscy mężczyźni sprawdzili swoją siłę, ale też szanse były bardziej wyrównanie, bo część kobiet była lżejsza od innych. Pomimo zmian w regulaminie jeden mężczyzna biegł ze swoją żoną a ponadto na swoich barkach dźwigał kilkuletniego synka czym wzbudził podziw niejednej kobiety. Generalnie nie tylko pary miały sporo dobrej zabawy.

15. ZIMOWY BIEG PIASTA – OFICJALNE WYNIKI (OPEN)
GALERIA 301 ZDJĘĆ maratonczycy.com
FOTORELACJA mmwroclaw.pl

20150214_122547Drugi bieg – Zimowy Bieg Piasta widziałam z nieco innej perspektywy. Pierwszy raz wzięłam udział w biegu jako wolontariusz i na mecie rozdawałam ciastka w kształcie serc. Nie powiem było dosyć wesoło, biegacze dostawali ciastko za okazaniem numeru startowego na którym trzeba było odznaczyć, że ciastko zostało wzięte. Reakcje były bardzo różne niektórzy chcieli więcej ciastek dla swojej rodziny, jeszcze inni nie chcieli mieć popisanego numeru startowego, bo zostawiali go na pamiątkę, tak więc odwracali numer albo prosili o mały znaczek. Znalazł się również jeden romantyk i spytał: „Czy namaluję mu serce na numerze?”, w innych okolicznościach bardzo chętnie, ale było dość sporo pracy i nie miałam na to czasu. A odnośnie pracy to byłam na punkcie jeszcze z jedną osobą, która nalewała herbatę tak więc w pewnym momencie nie nadążałam z wydawaniem ciastek i zrobiła się kolejka, wtedy do pomocy przybiegł Piotrek pokazując, że ma nie tylko najlepsze wyniki w Klubie, ale też wielkie serce dla innych ludzi. W ogóle pomysł z ciastkami w kształcie serc bardzo spodobał się ludziom, ale kobiety wolały dostać takie serduszko od Piotrka a mężczyźni ode mnie. Może w przyszłym roku będą dwie kolejki jedna dla kobiet w której ciastka wydaje mężczyzna a druga dla mężczyzn w której jedna kobieta wydaje ciastko a druga przylepia nalepkę z serduszkiem na numerze, w ten sposób numer będzie ładny i taki od serca.

A cóż mogę powiedzieć o wynikach? Jedni dobiegli szybciej a inni dobiegli wolniej, tyle udało mi się zauważyć. 🙂 Zauważyłam też zaangażowanie wielu osób w bieg i zrozumiałam jak wielka praca jest w niego włożona. Na kolejnym biegu bardziej docenię wkład innych w to abym mogła pobiec, bo to dzięki pracy wolontariuszy bieg dochodzi do skutku, organizator sam niewiele by zdziałał.

W imieniu organizatora już dziś mogę wszystkich zaprosić do udziału w biegu w który wkłada się serce, otrzymuje się medal od serca i można zjeść słodkie serduszko. Tak więc „Miej serce i patrzaj w serce” (Adam Mickiewicz, Ballady i romanse) i z sercem podchodź do każdego biegacza, wolontariusza i kibica, bo „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” (Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę).

MASZ SERCE DO BIEGANIA? W WALENTYNKI BIEGAJ Z NAMI!

BiegZimowy2015To zdjęcie nie kłamie – to będzie wyjątkowy bieg. Już sam termin, Dzień Św. Walentego, mówi wiele. Będzie poważne ściganie na dystansie 10 kilometrów, ale będzie też coś specjalnie dla zakochanych. W bieganiu, i w swojej drugiej połówce. Dla tych szczęśliwych organizujemy Bieg Walentynkowy na dystansie 1 kilometra. W biegu może wziąć udział każda pełnoletnia para (kobieta + mężczyzna), która darzy się uczuciem… co potwierdzi oficjalnym pocałunkiem podczas wbiegania na metę! 🙂

Spotykamy się na Stadionie Olimpijskim, 14 lutego. Start Biegu Dla Zakochanych o godzinie 11:15, dla osób startujących w biegu głównym – o 12:00. Można wziąć udział w obu biegach! Już od 10:00 do 11:30 zapraszamy do naszego biura zawodów.

Jak było u nas rok temu? Sprawdźcie sami -> http://wkbpiast.com/archives/date/2014/02
Aktualna lista startowa: https://online.datasport.pl/zapisy/portal/listy/?zawody=100010
Więcej szczegółów w regulaminie :
http://wkbpiast.com/Regulaminybiegow/regulaminy2015/15zimowyBiegPiasta.pdf