Partnerzy biegowi:

Sportowy Wrocław

Partner medialny: Sportowy Wrocław

Treningi grupowe:
Biegamy we Wrocławiu
Progres Tomasz Skrzypczak



Bierutowska Grupa Biegowa



Fundacja
Fundacja WROACTIV

Archive for Maj, 2012

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA NA PARTYNICACH

Po nas tylko EURO – tak chyba powinniśmy zatytułować plakaty promujące tegoroczny 13. Bieg Śladem Konia (3 czerwca, godz. 16, bieg dla dzieci – godz. 14). Bo zaiste, partynicki II Piknik Olimpijski (to w jego ramach pobiegniemy) będzie dla sportowego Wrocławia ostatnim akordem przed czekającymi nas Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej. Warto więc wybrać się w niedzielne przedpołudnie na Wrocławski Tor Wyścigów Konnych. I to w szerszym niż zwykle gronie – wśród atrakcji Pikniku każdy znajdzie coś dla siebie.

Jeśli ktoś kiedyś pokusi się o syntetyczne ujęcie wkładu naszego klubu w rozwój wrocławskiego sportu i rekreacji na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, Bieg Śladem Konia wymienić będzie musiał na jednym z pierwszych miejsc. Jest bowiem nasz „Koń” czymś w skali kraju niezwykłym. Mamy w Polsce trzy klasyczne hipodromy, oprócz wrocławskiego, także na warszawskim Służewcu oraz w Sopocie, ale tylko u nas pomysł biegania śladem konia przyjął się na stałe, nie tylko w sercach biegaczy, ale i wśród pasjonatów wyścigów konnych oraz – co często najtrudniejsze – także w gabinetach decydentów.

Co więcej, dziś możemy już powiedzieć, że pojawia się szansa na nową jakość partynickiego biegania. Miasto zaangażowało się w ideę rozgrywania wielkiego sportowego pikniku na terenach wyścigowych w czerwcową niedzielę, najbliższą dniu Świętego Jana Chrzciciela – pierwszego patrona Wrocławia. To daje większe możliwości także nam – społecznikom organizującym bieg. Postaramy się sprostać oczekiwaniom.

O Biegu Śladem Konia mówiono już, że jest trudny ze względu na nierówną nawierzchnię (w końcu odbywa się tuż po najważniejszej, prezydenckiej gonitwie), bywały głosy, że pogoda, często upalna, daje się zbyt mocno mocno we znaki, komuś przeszkadzała za wysoka trawa, innemu brak pryszniców. Ale nikt nigdy nie powiedział, że jest tam łatwo wygrać. Wystarczy spojrzeć na poczet zwycięzców z lat minionych. Tomasz Sobczyk, Krzysztof Stefanowicz, Paweł Kaczmar, Łukasz Tymków, Karol Bryl, Maciej Dawidziuk, Piotr Holly – to wszystko czołowi dolnośląscy biegacze. Dla amatorów sam start ramię w ramię z nimi to dodatkowa mobilizacja. Nie było tu nigdy wielkich nagród, ale poziom sportowy był zawsze wysoki. Być może to przyciąga na Partynice z roku na rok rosnącą rzeszę miłośników biegania.

W tym roku dzięki firmie Asics i sklepowi dla biegaczy Athletics Forever dodatkowo będziemy mieli dla was kilkanaście markowych nagród. Dla najlepszych – tradycyjnie puchary, dla najszybszych dzieci – pucharki i sprzęt do gier sportowych. Warto zjawić się na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych już przed południem, bo najlepszą nagrodą będzie rodzinnie spędzona niedziela i moc atrakcji przygotowanych przez organizatorów. Będą m. in. pokazowa walka Macieja Zegana, mecze siatkówki, koszykówki, konkurs gimnastyki sportowej, ergometr wioślarski, kajakarze, strzelnica, szermierka, zapasy i inne sporty walki, skoki przez przeszkody, turniej streetballa, tenis stołowy, popisy mistrzów gry w popularną „zośkę”, a nawet pokaz morsowania w wykonaniu członków wrocławskiego klubu morsów. Jak sami zapowiadają, czerwcowe słońce im nie straszne, bo morsować będą w specjalnych basenach wypełnionych lodem. Tego na Partynicach jeszcze nie było!

A jeśli ktoś z klubowiczów nie może tego dnia pobiec, a ma wolną niedzielę – apelujemy: przyjdźcie i pomóżcie nam w organizacji, bo ze względu na letni „wysyp” biegów każda para rąk jest dla nas bezcenna.

Plan II Pikniku Olimpijskiego na Partynicach (do pobrania)

Regulamin 13. Biegu Śladem Konia

SŁONECZNY JUBILEUSZ NAD MORSKIM OKIEM

Wosiek Team z Wielkim Pucharem Wlk. WyspyPonad stu miłośników biegania, w wieku od czterech do siedemdziesięciu czterech lat, rywalizowało i bawiło się z nami nad Morskim Okiem w piękne sobotnie popołudnie. Jubileusz 15-lecia sztafetowego biegania wypadł nader okazale. Były emocje, były świetne wyniki czołówki, dużo uśmiechu najmłodszych, był ciąg dalszy niepisanego konkursu na najzabawniejszą nazwę drużyny, a na koniec kto żyw pospieszył zająć jak najlepsze miejsca w piknikowej części kąpieliska. Tych najwytrwalszych, gdy opuszczali Morskie Oko zastał już mrok.

Kto chce wygrać naszą sztafetę, musi dokonać prostej kalkulacji. Trzy razy pięć równa się piętnaście. A najlepiej jeszcze z tych 5 minut na każdej zmianie urwać po 20 sekund. Bo wynik w granicach 14 minut niejednokrotnie dawał już zwycięstwo. Jednak nie tym razem.

Granicę 15 minut złamało aż 6 sztafet, ale dwie najlepsze zrobiły krok dalej – osiągnęły czas poniżej 14 minut. To już budzi szacunek. Największe oklaski zebrała ekipa Wosiek Team w składzie: Krzysztof Jasik, Jakub Chudzio i Paweł Matner (13:44). To w ich ręce trafił ufundowany przez Radę Osiedla Zalesie-Zacisze-Szczytniki Wielki Puchar Wielkiej Wyspy. Dzielnie i do ostatniej zmiany walczyła z nimi łączona drużyna Lubin-Legnica (Mariusz Tokarczyk, Piotr Majewski, Arkadiusz Szlendak). Na najniższym stopniu podium stanęła ekipa Trenuj z nami/Truchtacze w składzie: Kamil Andrzejewski, Michał Ralski i Łukasz Zarzycki). Tak sie ułożyło, że każdy z będących na podium teamów startował w osobnej kategorii wiekowej, a tym samym każdy mógł świętować triumf w tejże.

Tak się też złożyło, że nasi najlepsi klubowi sprinterzy porozstawiali się po różnych drużynach i w tym roku w klasyfikacji open nie odegraliśmy większej roli. Ale niechaj nasi goście nie czują się zbyt pewnie – już podczas pobiegowego grillowania padło hasło zmontowania za rok jednej spec-sztafety. Ba, co dalej idący zaproponowali nawet kwalifikacje do niej na podstawie próbnie pokonanego dystansu 1,5 km lub najlepszych czasów na 5 km. Tego chyba jeszcze w historii WKB nie było.

Pucharu Wielkiej Wyspy nie zdobyliśmy, za to nieformalny konkurs na kreatywność nazewniczą wygraliśmy w cuglach. Do „Stypendystów ZUS” (Czesław Kruk, Witold Dębowski, Józef Palczak) najwierniejsi sympatycy biegania nad Morskim Okiem zdążyli już się przyzwyczaić, ale tym razem sporą dawkę śmiechu wzbudziły… „Dziady z PRL-u”. Bo tak właśnie swój team ochrzcili Ryszard Jankowski, Marek Poloczek i Andrzej Bora. Sympatyczne „Dziady” ze sportowym dziadostwem okazały się nie mieć wiele wspólnego i żwawo wskoczyły na najwyższy stopień podium w swojej kategorii.

Dzięki naszym sponsorom oprócz pucharów można było wygrać m. in. bilety na zajęcia jogi oraz zaproszenia do Teatru Polskiego ufundowane przez – jakżeby inaczej – Mariana Czerskiego. Gratulacje najlepszym składał m.in przewodniczący tak gościnnej dla nas Rady Osiedla, Ryszard Bubień. – Wspieramy bieganie nad Morskim Okiem już nie pierwszy raz. Cieszymy się razem z wami z jubileuszu, a za rok jest spora szansa na to, że wsparcie z naszej strony będzie miało jeszcze wyższy wymiar – zdradził nam w przerwie ceremonii dekoracji. Na osiedlowych radnych z Zalesia jeszcze nigdy się nie zawiedliśmy, a więc trzymamy za słowo. Bo ten bieg już samym swoim kształtem jest tak różny od wszystkich innych zawodów w kalendarzu biegowym, że musimy o niego dbać szczególnie. Tak jak dbali o niego ci, którzy we władzach Piasta zasiadali kilkanaście lat temu.

Wyniki 15. Biegu Sztafetowego o Puchar Wielkiej Wyspy

Galeria Dany Pilarz-Małkiewicz

Galeria Macieja Bandzarzewskiego (Trenujznami.pl)

NADOLICE W OBIEKTYWIE

Świetna galeria Wojtka Smagały (trasa) – link

Galeria Kuby Horbaczewskiego (dekoracje)link

Wyniki (poprawione) za pośrednictwem KB Dombud Oława:  wyniki

Marek Gadziński, Antek Stankiewicz i Wacek Mróz - czyli piastowskie "pudło" w M50

15 LAT MINĘŁO… CZYLI PIĘKNY JUBILEUSZ NAD MORSKIM OKIEM

Minęło jak z bicza trzasł, chciałoby się dodać. Zmieniało się miasto, zmieniał się nasz klub, ale sztafetowe bieganie na Wielkiej Wyspie trwa. I oby trwało jak najdłużej, bo dla WKB Piast to bieg szczególny. To wokół niego kształtował się nasz klub, to tutaj rodziły się pomysły na jego przyszły kształt. Nad Morskim Okiem przekonywaliśmy władze miasta, że kiedyś widok biegaczy w centrum metropolii nie będzie niczym niezwykłym. Przyjdźcie w sobotę na ul. Chopina, dajcie z siebie wszystko na 1500 metrach wokół kąpieliska, a potem – już na spokojnie – posłuchajcie, jak to 15 lat temu było. 

A klubowi nestorzy mają o czym opowiadać. Czy ktoś jeszcze pamięta, że z pierwszych sztafet wejścia „na żywo” robiło Radio Wrocław? Czy jest wśród Piastowiczów ktoś, kto przebiegł wszystkie biegi nad Morskim Okiem? A rekord trasy? Jak to się stało, że na taki kameralny bieg zawitali onegdaj zawodowcy z Oleśniczanki?

Może opowie o tym Maciek Głowacki, który od początku w sztafetowym bieganiu uczestniczył, i biegowo, i medialnie. Może zechce podzielić się swoimi wspomnieniami Wacek Mróz – żywa legenda Piasta, człowiek, który maratony biegał na poziomie 2:20. Bez tych wszystkich pulsometrów, GPS’ów, butów z „systemami” czy energetycznych dopalaczy. Może nawet ktoś z was pościga się z nim na jednej zmianie?

Z historii WKB możemy być i jesteśmy dumni, ale już myślimy o tym, aby Wielkich Pucharów Wielkiej Wyspy wręczyć co najmniej drugie 15-ście. I żeby ten jubileuszowy bieg wypadł godnie. Jak zawsze pomocną dłoń wyciągnęli do nas radni z Rady Osiedla Zacisze-Zalesie-Szczytniki (to o ufundowane przez nich trofea powalczycie) oraz działacze Wrocławskiego Centrum Sportu, Hippiki i Rekreacji, udostępniając zaplecze. Serdecznie dziękujemy. Wy także możecie przyczynić się do sukcesu swoją frekwencją. Oby tylko pogoda dopisała bardziej niż na Złotnikach, ale prognozy są optymistyczne.

Zapraszamy szczególnie wszystkich początkujących i niezrzeszonych. Nas też kiedyś ktoś zarażał biegowym wirusem, teraz my się rewanżujemy. A półtora kilometra wokół popularnego kąpieliska to idealny moment na sprawdzenie swoich sił w prawdziwych zawodach. 1500 metrów – niby niewiele, a nawet największym klubowym asom po skończonej zmianie brakuje tchu. Ale nikt nie chce zawalić. Każdy daje z siebie więcej niż może, by nie zepsuć wyniku kolegom. To właśnie piękno tego sportu. Poczujcie je wraz z nami w najbliższą sobotę!

Zabierzcie też swoje dzieci, pociechy przyjaciół, znajomych – dla nich już o godzinie 15.15 przygotujemy specjalną mini-sztafetę. Przyjdźcie wcześniej, żeby im pokibicować. Zwykle to dzieci dopingują nas. Niechaj tym razem role się odwrócą.

Wszystkie szczegóły organizacyjne w linku poniżej: REGULAMIN

A tak było w minionych latach:

1. BSoPWW (21 VI 1998 r. – wystartowało 15 sztafet, bez bonifikat dla kobiet) – zwyciężyło Trio Piast (Krzysztof Just, Tomasz Sobczyk, Dominik Golec) czas 13:39;
2. BSoPWW (26 VI 1999 r. – 27 sztafet, 30 sekund bonifikaty dla każdej kobiety): 1. Piast Trzej Królowie (Piotr Borochowski, Jarosław Łazarowicz, Bogdan Jarosz) – 12:40;
3. BSoPWW (17 VI 2000 r. – 24, dla pań 40 s. bonifikaty i tak już we wszystkich kolejnych biegach): 1. Piast Vaiperzy (T. Sobczyk, Damian Jaworski, Adam Radzik) – 12:56;
4. BSoPWW (9 VI 2001 r. – 30) : 1. Oleśniczanka Harpagoni (Rafał Wardzyński, Robert Pawlak, Marcin Grzegorzewski) – 12;27,25 – AKTUALNY REKORD TRASY.
5. BSoPWW (10 VI 2002 r. – 32 + 3 dziecięce): 1. ITAKA Opole (Basia Twardochleb, Łukasz Tymków, T. Sobczyk) – 13.03;
6. BSoPWW (7 VI 2003 r. – 31 + 5): 1. ITAKA Opole (Tatiana Wasilewska, Ł. Tymków, T. Sobczyk) – 13:24;
7. BSoPWW (5 IX 2004 r. – 49 + 13 dziecięcych – AKTUALNY REKORD FREKWENCJI): 1. Dream Team (Ł. Tymków, T. Sobczyk, Łukasz Panfil) – 12.56;
8. BSoPWW (29 V 2005 r. – 35 + 4): 1. ITAKA Opole (Sławomir Pieczurowski, J. Siemaszko, T. Sobczyk) – 13:30;
9. BSoPWW (28 VI 2006 r. – 33 + 3): 1. Biegowi Maniacy (T. Sobczyk, Ł. Tymków, D. Golec) – 13:05;
10. BSoPWW (27 V 2007 r. – 32): 1. Itaka/Złotniczanie (D. Golec, J. Siemaszko, T. Sobczyk) – 13:13;
11. BSoPWW (24 V 2008 r. – 30 + 2): 1. WZ Team (Michał Jarema, Kuba Horbaczewski, Michał Czerna) – 14:19;
12. BSoPWW (23 V 2009 r. – 39 + 6): 1. Jarema Team (Marcin Płonecki, M. Jarema, Jan Dobrowolski) – 14:29.
13. BSoPWW (15 V 2010 r. – 44 + 11): 1. 105% HR Max (Roland Gromada, Rafał Kowalczyk, Krzysztof Bednarkiewicz) – 13:58
14. BSoPWW (28 V 2011 r. – 32 + 3): 1. Złote rumaki (W. Kuźma, M. Gadziński, G. Kiełczewski) – 14:31

NAJBLIŻSZE DWA BIEGI – ZA DARMO

Decyzją Zarządu klubu obydwa nasze letnie biegi, tj. Bieg Sztafetowy o Puchar Wielkiej Wyspy (19.05) i Bieg Śladem Konia (3.06) będą darmowe. Opłaty nie będziemy pobierać zarówno od naszych klubowiczów, jak i biegaczy z innych klubów lub niezrzeszonych.

Ma to być forma podziękowania dla was za dotychczasową frekwencję i zrozumienie, jakie okazaliście wobec konieczności wprowadzenia wpisowego. Wpisowego, które – nie ukrywamy – w dużej mierze zabezpieczyło w tym roku stabilność finansową klubu. Zapraszamy zatem nad Morskie Oko i na Partynice. Atrakcji nie zabraknie!

REGULAMIN XV BIEGU SZTAFETOWEGO O PUCHAR WIELKIEJ WYSPY

REKREACYJNIE W SOBÓTCE

W sobotę 19 maja wszyscy meldujemy się na Morskim Oku, gdzie tradycyjnie powalczymy o Puchar Wielkiej Wyspy. Ale już dzień wcześniej będzie okazja do wartościowego treningu. W Sobótce, u stóp Wieżycy, zorganizowany zostanie rekreacyjny bieg w ramach tegorocznej akcji Polska Biega. A zaprasza nas nie byle kto, bo wielokrotna triumfatorka naszych rankingów, sobótczanka Iwona Stankiewicz

Serdecznie zapraszam koleżanki i kolegów na rekreacyjny bieg do Sobótki 18 maja 2012 roku – pisze nasza znakomita biegaczka. – Bieg zorganizowany będzie przez Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Sobótce oraz naszych kolegów klubowych – Henryka Załęskiego oraz Antoniego Stankiewicza i ma na celu popularyzowanie rekreacyjnego biegania. Jest jednym z wielu biegów z cyklu POLSKA BIEGA, które odbędą się w całej Polsce w terminie 18-20 maja 2012. Bieg odbędzie się o godz. 17.00, dystans ok. 1 km. Start i meta – przy Schronisku „Pod Wieżycą” w Sobótce. Uczestnicy biegu będą mieli okazję poznać trasę magicznej „Pętli Geparda” (Henia Załęskiego).

Dodajmy jeszcze, że w biegu na pewno udział wezmą wychowankowie MOW w Sobótce, a także wychowawcy, nauczyciele i grono przyjaciół ośrodka. Nie zabraknie z pewnością entuzjastów biegania z Sobótki i okolic, a liczymy, że także z Wrocławia przyjedzie liczne grono naszych klubowiczów. Bo biegać pod magiczną górą warto nie tylko w marcu.

BITTERFELD NASZE! MORAWSKA NAJLEPSZA W MARATONIE!

Kolejny wyjazd do niemieckiego Bitterfeld i kolejny raz wracamy z workiem medali. Wszyscy nasi klubowicze spisali się znakomicie, wygrywając swoje kategorie, a niekiedy także poprawiając własne rekordy życiowe. Ale wszystkich przebiła nasza najlepsza ostatnio biegaczka – Marzena Morawska, która z Niemiec wróciła z pucharem dla najlepszej maratonki 7. Goitzsche Marathon.

Marzena nie tylko wygrała w cuglach rywalizację wśród pań (druga Sylvia Renz straciła do niej ponad 4 minuty), ale z wynikiem 3:05:03 zajęła znakomite 5. miejsce w klasyfikacji generalnej maratonu. Czas netto był jeszcze lepszy – 3:04:59. I taką też życiówką od wczoraj nasza najlepsza biegaczka może się szczycić. Ogromne gratulacje. I… bójcie się panowie!

Anonsowaliśmy, że trasa wokół jeziora Goitzsche jest nie tylko malownicza, ale także bardzo szybka, i znalazło to potwierdzenie w wynikach. W półmaratonie świetne rezultaty uzyskali nasi panowie. I tak: Adam Palichleb oraz Adam Michalski uplasowali się w pierwszej 10-tce open (9. i 10. miejsce). O niespełna pół minuty szybszy był ten pierwszy (1:23:30 – 1:23:55). Obydwaj pewnie zajęli drugie miejsca w swoich kategoriach wiekowych. A do pełni sukcesu zabrakło bardzo niewiele. Do niemieckich zawodników, którzy kategorie wygrali nasi stracili odpowiednio: 24 i 38 sekund.

Antoni Stankiewicz, nasz działacz, pomysłodawca i główny organizator tegorocznego wyjazdu, szans Niemcom już nie dał. Podobnie jak jego starszy kolega z Sobótki, Henryk Załęski. Obaj zasłużeni dla WKB klubowicze bezdyskusyjnie zwyciężyli w swoich kategoriach wiekowych. Stankiewicz z czasem 1:28:27 zajął ponadto znakomite 28. miejsce open. Natomiast Załęski finiszując w czasie 1:34:14 (52. open) mógł spokojnie udać się na roztruchtanie czekając na rywala w swojej kategorii. Drugi w M-65 Eberhard Meier dobiegł do mety nieco ponad 20 minut po naszym Heniu.

To jednak nie koniec sukcesów. Także wśród pań półmaraton okazał się dla nas szczęśliwy. A to za sprawą Agnieszki Kozyrskiej, która zajęła drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej. Czas 1:40:53 dał jej też bardzo dobre 9. miejsce w generalce kobiet.

Gwoli ścisłości dodajmy, że wśród pań bezkonkurencyjna w półmaratonie, podobnie jak Morawska na królewskim dystansie, okazała się wrocławianka, doskonale nam znana z naszych biegów, Barbara Sobczyk (1:26!)

Za rok, możemy już zdradzić, pojedziemy do tak szczęśliwej dla nas Saksonii-Anhalt ponownie. Tym razem już wcześniej dopinając organizacyjne szczegóły. Tylko, w konwencji żartu, rodzi się pytanie, czy gościnni dotąd Niemcy zechcą nas tam jeszcze widzieć?

Oficjalne wyniki festiwalu biegowego w Bitterfeld

EKSTREMALNA BIEGOWA MAJÓWKA

Jelcz Laskowice - maraton (trasa)Kiedy cała Polska grilluje, biegacze, a jakże, biegają. Nic sobie nie robiąc z temperatur bardziej przypominających Afrykę równikową niż naszą szerokość geograficzną. Tradycyjnie 1. maja wzięliśmy udział w memoriałowym maratonie Basi Szlachetki (oraz w biegach na krótszych dystansach) w Jelczu-Laskowicach. Nie zabrakło też żółto-czarnych koszulek Piasta na jubileuszowym XXX Biegu Ulicznym w Krapkowicach oraz na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych.

Maraton Jelcz-Laskowice to dla dolnośląskich biegaczy impreza szczególna. Wielu z nich, choćby bez formy i nie zważając na pogodę, co roku przybywa do rodzinnego miasta Basi Szlachetki, aby w ten sposób, na biegowo, oddać hołd nieodżałowanej ultramaratonce z Jelcza. Jak zawsze też, z numerem pierwszym biegnie jej córka – 28-letnia dziś, Kasia.

Ale obecny Maraton Jelcz-Laskowice to już niemal mini-festiwal biegowy. Obok maratonu jest bieg na jedno okrążenie (czyli nieco ponad 10,5 km) oraz nordic-walking na tym samym dystansie. Można też pokonać cały dystans pieszo bez kijów, nie ma żadnych limitów, nikt nikogo nie ściąga z trasy. Nie o to tutaj chodzi. Natomiast życzliwością organizatorów (tu także mieliśmy swoich ludzi – Dankę Pilarz-Małkiewicz i Hirka Olejniczaka), strażaków oraz pracowników szkoły będącej bazą zawodników można by obdzielić kilka biegów w roku. I może – oprócz pamięci o Basi – to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego te zawody nie tylko istnieją, ale stale się rozwijają, choć w opinii wielu półmaraton to maksimum na co powinna porywać się miejscowość wielkości Jelcza-Laskowic.

Oj, będzie ciężko – z nietęgą miną przyznali zmierzający do biura zawodów czołowi nasi maratończycy, Wiesław Kuźma i Marek Gadziński. Ciężko było już o 8 rano, kiedy termometry w cieniu wskazywały 20 stopni. Trzy godziny później, w cieniu było już 30,  a w słońcu 45 kresek.  Niestety, tego cienia na jelczańskiej pętli za wiele nie ma.

Ze startu ruszyli wspólnie. Żółte numery wskazywały tych biegnących na jedną pętlę, białe – maratończyków. Prosty i bardzo pomocny dla kibiców zabieg. Szybko ukształtowała się czołówka, w której brylowali doskonale nam znani: Paweł Rak z Oleśniczanki oraz wrocławianin, Sławek Pieczurowski. Szybko też okazało się, że w tych warunkach ktokolwiek będzie w stanie utrzymać tempo poniżej 4 min/km – sukces ma zagwarantowany. Nie dotyczyło to maratończyków, ci, w większości nauczeni doświadczeniami poprzednich upalnych maratonów, starali się mocno pilnować od samego początku. I dużo pić. To było podstawą sukcesu w pierwszomajowym biegu.

Paulina Chodorska z pucharem od burmistrza Jelcza-LaskowicNa nieco więcej mogli pozwolić sobie „sprinterzy”. I tutaj bardzo miło nam poinformować, że najszybszą w gronie biegnących na jedno okrążenie pań okazała się nasza zawodniczka, Paulina Chodorska. Tempo 4:40/km w tych warunkach było nieosiągalne dla pozostałych biegaczek. Nad drugą na mecie, Dorotą Woźniak z Chojnic, Paulina uzyskała ponad 2-minutową przewagę. A w nagrodę z rąk burmistrza Jelcza-Laskowic otrzymała pokaźnych rozmiarów puchar. Jak tak dalej pójdzie tata Piotr będzie musiał przygotować specjalną półkę na trofea córki, ale to nas zupełnie nie martwi.

Wśród panów honoru klubu bronił Jakub Horbaczewski (9. open), a dobre rezultaty uzyskali jeszcze Tomasz Skrzypczak (16.) i Jerzy Piotrkowski (29.). Nie mniej ucieszył nas pierwszy po poważnej operacji kolana start jednego z najbardziej zasłużonych dla WKB ludzi, Edwarda Kaszuby. Start jeszcze nie biegowy, ale przemaszerowane żwawym tempem 10 kilometrów wróży rychły powrót do pełni zdrowia. I tego wszyscy serdecznie panu, panie Edziu, życzymy!

Jedni odbierali puchary, inni walczyli ze zmęczeniem i lejącym się z nieba żarem. Na trasie maratonu obok wspomnianych już Gadzińskiego i Kuźmy, mieliśmy jeszcze legitymującego się znakomitą życiówką (2:54) Grzegorza Grablewskiego, Damiana Frankowskiego, Andrzeja Piglę, a także najbardziej chyba z nich doświadczonego w temacie ekstremalnego biegania Mirosława „Wirka” Wirę.

Dwa podbiegi pod wiadukty na każdej pętli to może niewiele, ale prosta arytmetyka wskazuje, że dwa razy cztery równa się osiem. A razy 45… stopni, równa się granicy wytrzymałości, nawet wytrenowanych organizmów. Zmęczenie narastało, o życiówkach nie było mowy (choć czołówka półmetek minęła w 1:27). Każdy, kto w tych warunkach nie zszedł z trasy – był zwycięzcą. A z naszych nikt nie zszedł! Duża w tym zasługa rodzin, znajomych i kolegów z trasy, którzy dopingiem motywowali maratończyków w chwilach słabości.

Ja też miałem kryzys na 30. kilometrze – przyznał nam triumfator, Ryszard Janusz. – Ale przetrzymałem. Moja recepta na sukces była prosta: spokój, spokój i jeszcze raz spokój. A do tego bardzo dużo wody – na mecie powiedział 48-latek ze Szczytnej, który jelczański skwar poskromił w czasie 2:55.

Spośród „Piastowiczów” najszybciej finiszował Grzegorz Grablewski (3:21 i 8. open). Nieco ponad 7 minut stracił do niego Wiesław Kuźma (13. open). Blisko złamania granicy 3,5 godziny był Andrzej Pigla (16. open). Na 23. miejscu skończył Marek Gadziński, który po drugiej pętli przeszedł już na marszobieg. To też była metoda na wyjście bez szwanku z nierównej walki z upałem. O tym jakie wycieńczenie może powodować taka pogoda przekonał finisz Damiana Frankowskiego. Jeden z naszych najlepszych biegaczy na finiszowej prostej kilkakrotnie stawał, klękał ścięty zmęczeniem, ale za każdym razem podnosił się i o własnych siłach skończył ten morderczy maraton. Tuż za nim, na 26. miejscu finiszował Mirek Wira, na którego twarzy, dla odmiany, próżno było szukać oznak skrajnego wycieńczenia. Zapewne, gdyby było trzeba, nasz ultramaratończyk przebiegłby jeszcze i piątą pętlę. Kolejny raz pozycję jednego z najlepszych 70-latków w kraju potwierdził Leon Dubij. Wynik 4:21 dał mu 81. miejsce open i oczywiście bezapelacyjne zwycięstwo w swojej kategorii.

W tym samym czasie, kiedy walczyliśmy w Jelczu, grono Piastowiczów wzięło udział w jubileuszowym XXX Biegu Ulicznym w Krapkowicach. Upał był ten sam, co więcej, zabrakło kurtyn wodnych, które tak pomogły biegaczom w Jelczu. To musiało mieć wpływ na wyniki. Jeśli w biegu, w którym są wysokie nagrody, startuje pół tysiąca ludzi, ale tylko 40 osób łamie barierę 40 minut – coś musi być na rzeczy.

Spośród członków naszego klubu ta sztuka udała się tylko Adamowi Klimczakowi. Z wynikiem 38:44 zajął 30. miejsce. Tylko 45 sekund zabrakło do złamania tej bariery Adamowi Michalskiemu (47. open), a w pierwszej setce zmieścił się jeszcze Radosław Szmit (42:48 i 70.miejsce). Poniżej 50 minut pobiegli: Andrzej Szczot (123.), Agnieszka Kozyrska (3. w K-40!), Stanisław Trojan (221.), Wojciech Smagała (228.), a 20 sekund zabrakło do tego Marcinowi Drabikowi (243.).

partynice startBardziej kameralnie było popołudniową porą na Partynicach. Kameralniej, choć ścigania nawet więcej. W ostatniej chwili organizatorzy Rekreacyjnego Biegu Majowego zdecydowali o skróceniu dystansu z dwóch okrążeń hipodromu do jednego (2,2 km), co niewątpliwie przyczyniło się do większej walki na trasie. Nagradzano 6 pierwszych zawodników, a więc śmiało możemy powiedzieć, że połowa podium w generalce była nasza! Trzecie miejsce zajął Adam Klimczak, czwarty był Piotr Borochowski, a tuż za nim finiszował Kuba Horbaczewski. Tempo poniżej 3:30/km na partynickiej trawie (niestety, nieprzystrzyżonej tego dnia) nawet najlepszym solidnie przewietrzyło płuca, a trzeba dodać, że wielu biegaczy miało już w nogach poranne starty. Sam bieg, chociaż zorganizowany siłami dosłownie kilku osób, wszystkim przypadł do gustu. Na naszym piastowym „Koniu” biegamy dwa okrążenia, być może jedno, sprinterskie okrążenie na początku maja na dłużej zagości we wrocławskim kalendarzu biegowym.

Wyniki Jelcz-Laskowice 10,6 km

Wyniki Maratonu Jelcz-Laskowice – VII Memoriału Basi Szlachetki

Wyniki XXX Krapkowickiego Biegu Ulicznego

Galeria zdjęć Dany Pilarz-Małkiewicz (Jelcz-Laskowice)

Zdjęcia Kuby Horbaczewskiego (Jelcz-Laskowice i Partynice)

Start do biegu w Krapkowicach (źródło: YouTube/naszeKrapkowice)